|
Szczęście na talerzu. Duża
wygrana w Londynie.
17-letni
zmywacz talerzy Richard Waite i jego dziesięciu wspólników
nie mogło uwierzyć własnym oczom, kiedy oglądając na TV
futbol zobaczyli w czasie przerwy szcześliwe nr.11, 47, 30, 35,
39, 45. Radość była ogromna: wygrali 5 milionów funtów!
Richard miał w banku już
tylko 15 pensów. Dostawał jako zmywacz garnków i talerzy 15 L
dziennie w małej restauracji "AMIGO" w podlondyńskiej
miejscowości Rayleigh. Teraz ma pół miliona. Na razie nie ma
narzeczonej, ale myśli, że mając taką sume w banku dostanie
kilka ofert od dziewcząt. Na początku kupi sobie BMW i
sezonowy bilet na ulubione mecze Manchester United. 60.000 funtów
da ojcu na spłacenie pożyczki na dom.
Syndykat jedenastu zwyciezców
wybrał szczęśliwe numery "na ślepo". Należeli do
tego syndykatu także kucharz Pat Leech, współwłaściciel
restauracji Chris Topping z żoną Doris, która nareszcie będzie
mogła sobie pozwolić na jedzenie w superrestauracjach i nie będzie
musiała zmywać i sprzątać w kuchni. Wspólnicy Chrisa Ange
lo Lamas i Keith Miller nareszcie bedą mogli wybrać się do
Hiszpanii na zawody golfowe Europa-Ameryka, o krórych zawsze
marzyli. Reszta zwycięzców, to drugi kucharz Malcolm
Peters, kelnerzy - Portugalczycy Luis Carvalho i Joao de Silva
oraz Włoch Mario de Micheli. Marzenia jego spełnią się.
Pojedzie do Francji oglądać mecze Pucharu Świata w piłce nożnej
i będzie oczywiście dopingował narodową jedenastkę Włoch.
Najstarszym ze szczęśliwców jest 63-letni pianista
restauracyjny, który jeszcze nie wie o swojej wygranej, bo jest
na urlopie na Wyspach Kanaryjskich.
TOTEK PO ANGIELSKU
`&127;&127;
Wielka Brytania jest krajem graczy - gamblerów. Oprócz
tysięcy kas gry istnieje tu od 1994 roku ogólnonarodowa
loteria zwana "CaMELOT". Są też specjalistyczne
loterie jak "Littlewoods" i "Vernons"
polegające na zgadywaniu remisów w piłce nożnej, czy Tote
związane z wyścigami konnymi.
Na każdej głównej ulicy w Wielkiej
Brytanii są cały dzień otwarte "Bettingshops"
lokale gamblerskie, gdzie można dokonywać zakładów i odbierać
wygrane. Lokale te należą zwykle do trzech największych firm
gamblerskich - Ladbrokes, William Hill i AR Dennis. Można tu
stawiać na konie, psy, mecze piłkarskie, "białe"-ze
śniegiem na Boże Narodzenie. Liczy się chociaż jeden płatek
śniegu, który spadnie na taras biura pogody w Londynie. W tym
roku wypłacono wygrane ponad 100 tys. funtów, bo po raz
pierwszy od 26 lat spadł śnieg na Boże Narodzenie.
Oczywiście codziennie w gazetach i w
sklepach są kupony ze zdrapkami. Niestety, nigdy nie widziałem,
aby ktoś coś wygrał. Prawie na wszystkich imprezach
charytatywnych, kulturalnych i społecznych są organizowane
loterie fantowe. Cele są różne: bezdomni, szpitale,szkoły,
boiska sportowe, teatry i wiele innych.
Loteria "Camelot" jest tak bardzo
popularna, że można obecnie grać dwa razy w tygodniu w sobotę
i środę. Ciągnienie jest bardzo uroczyste, połączone z występami
artystów i transmitowane e TV. Jest już ponad 300milionerów i
około 2000tych, którzy wygrali ponad 15otys. Ł. "Camelot'
zamierza wkrótce stworzyć klub milionerów. Tylko około
l0% ludzi przyznało się
publicznie do wygranych. Reszta pragnie zachować prywatność
ze względu na bezpieczeństwo i, oczywiście, natrętnych,
nagabujących członków rodziny oraz listów od ludzi proszących
o wsparcie. Szczęśliwcy zachowują tajemnicę swoich adresów
również dla uniknięcia charytatywnych działających w
Wieikiej Brytanii.
A oto kilka słów o tych, którzy wygrali
w"Camelota". Renauld Shoun z hrabstwa Berkshire wygrał
2 mln 350 tys. Ł. Wszystko wydał w 21 miesięcy na
kobiety, alkohol i gry hazardowe. Penny Haigh z Doncester wygrała
1,3 miliona Ł. Nadal prowadzi wraz z mężem firmę mechaniczną
i kupuje używane ubrania w sklepach charytatywnych. Wygrane
pieniądze trzyma w banku. Pewna osoba mieszkająca w Hull wygrała
ponad 2 miliony i nie odebrała nagrody. Ogłoszono apele w
prasie i TV. Nawet samolot latał nad miastem Hull
z transparentem wzywającym do odebrania wygranej. Lokalna
gazeta w Hull otrzymała list od 89-letniej kobiety, której
nieawno zmarły mąż wypełnił wygrany kupon, że ona nie
pragnie odebrać wygranej, bo jest za stara i nie potrzebuje już
pieniędzy. Lokalny szpital, gdzie zmarł jej mąż apelował
bezskutecznie, aby odebrała wygraną i przeznaczyła ją na
rzecz szpitala. Mimo wszystko wygrana nie została odebrana i po
6 miesiącach przeznaczona na "dobre" cele
charytatywne.
Pan Mel Eddison, który słabo czyta i
pisze,180 razy wygrał coś na loterii. Maksymalna jego wygrana
wyniosła 2,5 mln funtów. Kupon wypełnił wraz z kolegą z
pracy i podzielił się z nim pieniędzmi. Zdarzali się także
oszuści domagający się wypłacenia wygranej. Głuchoniemy
Ahmed Shamun z Berkshire domagał się wypłacenia 300.000
Ł pokazując brudny kupon, który rzekomo wpadł do wody i
trudno było odczytać 5 zwycięskich cyfr. Został on
aresztowany przez policję, ale otrzymał tylko ostrzeżenie bez
wyroku sądowego, za oszustwo. Obecnie wiele gazet załącza
kupony loteryjne z typowanymi liczbami. Można więc wygrać
"na spółkę" pewną sumę pieniędzy.
Ostatnio "Camelot" ogłosił, że
na 5 "dobrych" celów przeznaczono prawie 3 miliardy
funtów - ok. 4,5 miliarda
dolarów. I tak organizacje
charytatywne otrzymały 478 milionów Ł, sportowe 511 mln Ł,
kulturalne 729 mln Ł. Na ochronę zabytków przyznano 400 mln
Ł i na uroczystości milenium (rok 2000) ok. 800 mln Ł.
Pieniądze jej
niepotrzebne
Pewna
osoba mieszkająca w Hull, w Anglii wygrała w tamtejszym
totolotku ponad dwa miliony
funtów i nie odebrała nagrody.
Ogłoszono apele w
radio,
miejscowej prasie i telewizji. Przez pewien czas nawet samolot z
ogłoszeniem latał nad miastem z transparentem wzywającym do
odebrania pieniędzy. Po pewnym czasie gazeta w Hull otrzymała
list od 89-letniej kobiety, której niedawno zmarły mąż wypełnił
szczęśliwy kupon. Napisała w nim, że nie pragnie wygranej bo
jest już za stara i nie potrzebuje pieniędzy, a w dodatku nie
ma żadnych krewnych. Lokalny szpital, w którym zmarł jej mąż
apelował bezskutecznie, aby wygraną przeznaczyła na rzecz
szpitala. Wygrana jednak nie została odebrana w regulaminowym
terminie i po 6 miesiącach przepadła.

|