|
Wybitny
amerykański ekonomista Thomas Stanley zajął się grupą szczęśliwców,
którym w ciągu kilkunastu lat istnienia totalizatora udało się
wygrać spore kwoty. Swoje badania opisał w książce
"Milionerzy z naprzeciwka". Oto garść uwag
profesora: nie starają się wpadać w oczy. Nie epatują
otoczenia drogimi luksusowymi samochodami. Typowy milioner liczy
przeciętnie 57 lat. Jest żonaty, ma troje dzieci, które posyła
do dość renomowanych szkół. Sam mając średnie wykształcenie
bardzo pracowity - tyra przeważnie 55 godzin w tygodniu.
Zamieszkuje we własnym domu. Jego żelazne oszczędności
pozwalają mu przeżyć bez katastrof finansowych co najmniej
dziesięć lat. Nie rezygnuje z nieszkodliwego hazardu i nadal
wypełnia kupon totalizatora, chociaż gra bez większych szaleństw.
Dawno temu w
Ameryce...
O ile jednak
działające w Europie w wiekach XV-XVIII loterie były w
znacznym stopniu ograniczone królewskimi dekretami,
przywilejami i co tu ukrywać obowiązującym prawem o tyle w
Nowym Świecie wszystko zdawało się iść na całość.
Historia amerykańskich loterii pełna jest głębokich meandrów,
wzlotów, upadków i przede wszystkim... afer.
Tą zawiłą, "amerykańską drogę loterii" rozpoczęli
już osadnicy przybyli do Wirginii w 1607 r., bowiem to tylko
dzięki wpływom z loterii pieniężnej możliwe było
sfinansowanie pierwszego stałego osadnictwa europejskiego na
ziemiach Indian. Bez wpływów loteryjnych nie sfinansowano by
przecież nawet powstania Uniwersytetu Harwardzkiego. Było to
możliwe również dlatego, że wierzący w szczęście
Amerykanie dosłownie oszaleli na punkcie losów. Jest
oczywistym, że nie omieszkali tego wykorzystać rozmaitego
rodzaju szalbierze i oszuści. Doszło więc do afer na taką
skalę, że pomiędzy 1820 a 1878 rokiem - poza Luizjaną -
loterie zostały prawnie zakazane w całej Ameryce Północnej.
Zmiany przyniósł dopiero wiek dwudziesty. Niebywały sukces
Queensland State Lottery of Australia nie mógł ujść uwadze
Amerykanów. Inicjatorzy "powrotu loterii do Ameryki"
zaprzęgli więc "do roboty" najlepszych prawników,
co szybko przyniosło zamierzony skutek. Najpierw New Hampshire,
potem New York, a później New Jersey i inne stany kolejno ogłaszały
loteryjną abolicję, zaś posiadanie "szczęśliwego
losu" stawało się marzeniem milionów.
Pomysłowość Amerykanów zdawała się być niewyczerpalna.
Ich przejmująca wiara w ludzkie szczęście i "osobisty
fart" podsunęła im nawet pomysł by z usług loterii
korzystać przy przydzielaniu niezwykle poszukiwanych na
wszystkich kontynentach wiz wjazdowych do Stanów Zjednoczonych.
Tu jednak szybko życie zmusiło pomysłodawców całego tego
przedsięwzięcia do wprowadzenia poważnych zmian i ograniczeń,
bowiem nie wiedzieć czemu, wizy przypadały najczęściej
Polakom, co - trzeba przyznać - budziło poważne
niezadowolenie innych nacji. Administracja amerykańska - chcąc
nie chcąc - musiała więc tak zmodyfikować swój pomysł, że
obecna wersja loterii wizowej z prawdziwą loterią ma już w
gruncie rzeczy niewiele wspólnego.
Wyniki
"mistrzostw świata"
Największe wygrane na świecie padają w amerykańskiej loterii
PowerBall (odpowiednik Twojego Szczęśliwego Numerka) firmy
GTech:
- 295 mln dolarów (Indiana) - 29 lipca 1998 roku
(siedemnastokrotna kumulacja!)
- 195 mln dolarów (Wisconsin) - 20 maja 1998 r.
- 118 mln dolarów (Kalifornia) - kwiecień 1991 r.
Amerykanie mają prawo wybrać: czy chcą od razu podjąć całość
wygranej - i wtedy z 295 mln zostaje marne 160, czy też wolą
dostawać roczne wypłaty przez 25 lat - w takim wypadku uda im
się praktycznie otrzymać całość wygranej.
2 września 1984 roku w Illinois padła
rekordowa wygrana zdobyta przez Polaka. W zorganizowanym z
okazji Święta Pracy losowaniu Michael Witkowski, który w ciągu
ostatnich 12 tygodni bezustannie obstawiał numery 2 - 3 - 10 -
26 - 30 - 43 "uzyskał" 40 mln dolarów.
|