|
Trzy szóstki w Dużym Lotku 2003-11-18
Szczęściarz z Ksawerowa wykupił jeden zakład (1,25 zł) i trafił 3 872 483, 50 złotych
Warszawa, 16 listopada – Po sobotnim losowaniu Dużego Lotka, lista "totkowych" milionerów powiększyła się o trzy osoby. Najwięcej szczęścia miała osoba, która w kolekturze w Ksawerowie (k Łodzi) wykupiła jeden zakład na chybił-trafił. Inwestycja złotówki i dwudziestu pięciu groszy zwróciła się z nawiązką – na szczęśliwca czeka do odbioru 3.872.483, 50 złotych!
Taką wygraną odbiorą także dwaj inni miłośnicy Dużego Lotka. Gracz, który w kolekturze w Żukowie (k. Gdańska) kupił pięć zakładów na chybił-trafił (za 6,50 zł) oraz miłośnik zakładów systemowych, który wytypował szczęśliwe liczby w kolekturze w Krakowie na blankiecie za 17,50 złotych.
Wielka wygrana!!! 2003-11-02
Trzecia co do wysokości wygrana w historii gier Totalizatora Sportowego
Zagrał na chybił-trafił za dziesięć złotych wygrał
9 251 255, 70 złotych
Warszawa, 2 listopada – To się nazywa szczęście! Gracz, który w kolekturze w Tarnowskich Górach obstawił osiem zakładów na chybił-trafił, trafił jedyną "szóstkę" podczas sobotniego losowania Dużego Lotka. Tym samym płacąc dziesięć złotych, zgarnął całą pulę przeznaczoną na wygrane I stopnia: 9.251.255 złotych i 70 groszy.
To trzecia co do wysokości wygrana w historii gier liczbowych Totalizatora Sportowego (rekord należy do gracza z Krakowa: 10.689.439 złotych). Była możliwa dzięki potrójnej kumulacji. Warto podkreślić, że pula na wygrane I stopnia osiągnęła taki poziom pomimo faktu, że – w związku ze Świętem Zmarłych – czynna była tylko część kolektur a obsługa pracowała na zasadzie dobrowolności. Na decyzji władz Spółki o możliwości obstawiania także w sobotnie święto zyskały także specjalne fundusze na wsparcie sportu i kultury narodowej (z tytułu 25 proc. dopłaty do stawek): wpłynął na nie od graczy dodatkowy milion złotych.
CZEKAJĄC NA
KOLEJNĄ SZÓSTKĘ
Przypadkowe
wygrane
Za jednym
zamachem, trochę zresztą przez przypadek, pan Franciszek
Szpucha stał się tysięcznym i tysiąc pierwszym miliarderem w
historii Totalizatora Sportowego. Dwie wygrane dały mu w sumie
piękną kwotę 1.043.020, czyli ponad dziesięć miliardów
starych złotych. Wypełnił kiedyś kupony, Expres Lotka na
osiem skreśleń i Dużego Lotka na dziewięć. Gdy nadawał je
w swojej kolekturze w Nakle, u pana Jana Richtera, ten zwrócił
mu uwagę, że przez pomyłkę obydwa oznakował na Dużego
Lotka. Po chwili zastanowienia, pan Franciszek postanowił
niczego nie zmieniać. I był to chyba sygnał z niebios, gdyż
na obydwu własnoręcznie skreślił szóstki. A były to jedyne
dwie szóstki w tym losowaniu.
Kontakt z
mediami
Jeszcze większą
chyba sensacją był fakt, iż pan Franciszek zdecydował się
pokazać swoją twarz całej Polsce. Nie obawiał się podzielić
radością z dziennikarzami prasy, radia i telewizji, którym
opowiedział o swoich planach na przyszłość. Gdy kilka miesięcy
po wygranej dziennikarze odwiedzili go w jego gospodarstwie,
jeszcze nic nie wskazywało na to, iż mieszka tam autentyczny
miliarder. Trwał remont starego domu, z czym gospodarz chciał
się uwinąć jak najszybciej, czekał go bowiem ślub najmłodszej
córki.
Ponowna wizyta
u zwycięzcy
Kilka miesięcy
później dziennikarze ponownie odwiedzili pana Franciszka. Na
pierwszy rzut oka wyglądało na to, że zmieniło się tam
niewiele. Jaskrawa czerwona dachówka remontowanego domu z
daleka przykuwała wzrok. Na podwórzu, tak jak przed kilkoma
miesiącami, kręcili się robotnicy. Zasadniczą zmianę widać
było dopiero po przekroczeniu progu. Tam czekał gości widok
rodem z zachodniego żurnala, kuchnia, salon, hol i sypialnie
wykończone i umeblowane z wielkim przepychem i smakiem. Dumna z
męża pani Krystyna zdradziła, iż wszystko to zaprojektował
pan Franciszek.
Wydatki
W samą kuchnię
włożył prawie pół miliarda starych złotych. Cały remont
pochłonął równo połowę wygranej. Do tego doliczyć trzeba
zakup trzech samochodów (dla siebie i dwóch córek) oraz ciągników.
Dużo kosztował też ślub córki Jolanty, zorganizowany prawie
na sto dwadzieścia osób. Dumny ojciec pochwalił się, że
impreza była udana, a co ważniejsze, udane jest małżeństwo.
Pan Franciszek niedługo zostanie dziadkiem.
Nadzieje na
ponowne wygrane
Jednym z
pierwszych zakupów, jakie zrobił zwycięzca, był komputer. W
czasie remontu domu, zapakowany w pudle, spoczywał w stodole.
Teraz stoi w rogu salonu, w “miejscu pracy” gospodarza. Pan
Franciszek skończył stugodzinny kurs komputerowy w Nakle, dzięki
czemu może nie tylko obsługiwać urządzenie, lecz również
opracowywać własne systemy gry, na przykład system na Multi
Lotka.
Przez pierwsze
miesiące pan Franciszek codziennie rano zjawiał się w
kolekturze w Nakle, zostawiając plik kuponów na wszystkie możliwe
gry. Musiał jednak trochę zwolnić tempo, gdyż więcej
inwestował niż zdobywał, choć oczywiście zdarzały się
wygrane: trochę piątek w Dużym Lotku, siódemki i ósemki w
Multi Lotku.
Mimo sporego
zaangażowania w grę, nie zapomniał o gospodarstwie. Niedawno
obsadził dziesięć hektarów jęczmieniem. Ma podpisany
kontrakt z browarem. Zamierza również wraz z zięciem założyć
hodowlę świń.
Żona pana
Franciszka jest pełna optymizmu. Przy pożegnaniu zaprasza
dziennikarzy na wypadek trafienia przez męża następnej szóstki.
Cypryjczycy grają najostrzej
Nie jest dla nikogo
tajemnicą, że ludzie lubią grać i wygrywać w różnego
rodzaju gry liczbowe. I wbrew pozorom nie przodują w tym kraje
najbiedniejsze lecz wręcz przeciwnie. Ci, którzy mają dużo,
chcą jeszcze więcej. Inna sprawa, że ci bogatsi na co innego
pragną wydawać wygrane pieniądze, niż ci z przeciwnego
bieguna zamożności.
Największe wpływy z prowadzonych gier liczbowych osiągają
Niemcy, Amerykanie i Hiszpanie. Jednak pod względem obrotów
przypadających na jednego mieszkańca czołówkę tworzą następujące
kraje (dane z 1999 r.): Cypr - około 190 dolarów, Dania - 180
dolarów, Finlandia - 175 dolarów tyle samo USA i Norwegia. W
tym samym czasie przeciętny Polak przeznaczał na totolotka około
sześciu dolarów. Jak z tego wynika, trudno uważać nas za
przesadnych hazardzistów.
Pierwsze kolektury
Przez pierwsze lata grający w
totolotka w Polsce nie mieli lekko. Musieli stać na poczcie w długich
kolejach, by wysłać swój kupon do Warszawy. Warto dodać, że
główna siedziba przedsiębiorstwa mieściła się w kilku
wynajętych pokojach w Hotelu Europejskim. Dopiero po ponad roku
działalności, dokładnie 17 marca 1957 r. utworzono 17 oddziałów
wojewódzkich, które istnieją do tej pory. Tego dnia powstały
również pierwsze stałe kolektury. Numer 1 otrzymał punkt na
rogu Wspólnej i Marszałkowskiej, numer 2 w CDT, a numer 3 na
Wileńskiej 13 na Pradze. Wszystkie oczywiście w Warszawie. Ten
uroczysty moment został uwieczniony na taśmie Polskiej Kroniki
Filmowej, a pierwszym klientem był ówczesny dyrektor Henryk
Bucholc.
Areszt na kolektury
W pierwszych latach istnienia
TS sporą dla niego konkurencją były regionalne gry liczbowe.
W każdym województwie można było grać wzbogacając
miejscowy budżet. I tak w Warszawie grało się w "Syrenkę",
w Krakowie w "Lajkonika", w Katowicach w
"Karolinkę", itp. Gdy Totalizator stawał się coraz
bardziej popularny przede wszystkim z racji coraz większych wypłat,
odbierał powoli klientów innym loteriom. Nie wszystkim się to
podobało, zwłaszcza władzom wojewódzkim. W Katowicach w nocy
z 12 na 13 marca 1958 roku Miejskie Przedsiębiorstwo
Oczyszczania na podstawie decyzji Miejskiej Rady Narodowej usunęło
wszystkie kioski totka i w ten sposób pozbawiło mieszkańców
możliwości gry. Skandal zrobił się niesłychany. Dopiero
kategoryczne żądania ze stolicy poskutkowały. Po kilku dniach
kioski wróciły.
Trudne początki
Zanim wprowadzono system on
line czyli pełną komputeryzację kupony docierały do stolicy
w różny sposób. Niejednokrotnie transportem samochodowym, ale
częściej koleją. Wiązały się z tym różnorakie problemy.
Przede wszystkim, obawa by wszystkie zakłady dotarły na czas
do głównej zbiornicy w Warszawie. Pracownicy totka zdawali
sobie jednak sprawę, że mają do czynienia nie tylko z pieniędzmi,
ale i z ludzkimi marzeniami.
Zdarzyło się kiedyś, że
express jadący z Poznania do Warszawy zderzył się z innym
pociągiem. Wszystkich rannych karetki pogotowia zabrały do
okolicznych szpitali. Ranny pracownik Totalizatora z workami
kuponów dojechał na własną rękę różnymi okazjami do
stolicy i dopiero po oddaniu przesyłek w centrali, został
odwieziony do szpitala.
Skuteczniej na "chybił-trafił"
Wraz z wprowadzeniem do
kolektur lottomatów rozpoczęła się gra na "chybił-trafił".
Jest to dla grających zabawa, łatwa, szybka i przyjemna.
Wszystkie czynności z wyjątkiem oczywiście płacenia za grę
i przyjmowania wygranych wykonuje automat. Początkowo jednak
metoda ta, jak każda nowość, traktowana była dość
nieufnie. Większość grających uważała, że szanse wygranej
daje tylko skreślenie "własnych" liczb. Tymczasem
jest wręcz odwrotnie. Chociaż metodą na "chybił-trafił"
gra jak dotąd mniej niż połowa osób odwiedzających
kolektury to około 60 wysokich nagród pochodzi właśnie z zakładów
zawieranych tą metodą. A już metoda na "chybił-trafił"
jest zupełnie bezkonkurencyjna przy zawieraniu Zakładów
Specjalnych. Tutaj skuteczność sięgnęła 85%. Jak z tego
wynika, powiedzenie na "chybił-trafił" nie jest
pozbawione sensu.
Na świecie wyróżnia się
cztery rodzaje gier losowych. Pierwszą grupę stanowią gry
liczbowe w rodzaju "Lotto" o różnych systemach liczb
i wygranych, przy czym najczęściej są to systemy z 42 lub 49
liczb. Pierwszy "lotek" pojawił się w Europie w XVI
w.
We Francji w 1539 r. utworzono pierwszą państwową instytucję
sprawującą kontrolę nad grami losowymi.
Do drugiej grupy zaliczamy
klasyczne loterie z losowaniem numerów losów o stałych wysokościach
wygranych i losowaniach w określonych terminach (z reguły raz
lub dwa razy w miesiącu).
Następna grupa jest zbliżona
do polskiego multilotka, mianowicie "keno", w którym
grający dokonuje skreślenia od 4 do 10 liczb ze zbioru liczb
od 1 do 70, a maszyna losująca wybiera 20 wygrywających liczb.
I wreszcie, ostatnia grupa - to "zdrapki". Popularne w
Polsce losy loterii pieniężnej zwane przez grających "zdrapkami",
są według regulaminu Totalizatora Sportowego nazywane "grą
losową z natychmiastowym wynikiem gry". W USA stosuje się
określenie, które oddaje plastycznie specyfikę tych gier -
"losy błyskawiczne" (instant tickets), zaś w
Wielkiej Brytanii - "karty do zdrapywania" (scratchcards).
Sprzedawane obecnie w Polsce losy loterii "21" mają
swój odpowiednik w Belgii. Są tam bardzo prosto i zabawnie
reklamowane . "Jeśli umiesz liczyć do 21, to jesteś szczęściarzem".
W odróżnieniu od polskiej wersji, w przypadku Belgii wygrane
wypłaca się, o ile po zdrapaniu suma punktów wynosi 17, 18,
19, 20, zaś główna wygrana 2 miliony franków belgijskich -
to "oczko", czyli 21 punktów.
Atlantic Lottery Corporation w
Kanadzie reklamuje losy typu "zdrapka" jako
"przerwa na uciechę w dowolnym momencie dnia", przy
czym można "zdrapać" upoważnienie do odbioru nowego
samochodu lub wygraną pieniężną. Jedynie co potrzeba - to
kilka centów i paznokieć!
Historia "zdrapek" na tle innych gier liczbowych jest
wyjątkowo krótka. Grami liczbowymi zajmowali się podobno już
greccy bogowie, a w 100 roku p.n.e., za czasów panowania
dynastii Han w Chinach, wymyślono grę "keno", podobną
do bingo, w celu gromadzenia środków finansowych na budowę
Wielkiego Muru.
Największe wygrane
Co jakiś czas
wszystkich elektryzuje wiadomość o kolejnej kumulacji w Lotku.
O możliwości wygrania 6 mln zł informowały w początkach
czerwca br. uliczne telebimy. Jak dotąd najwyższa wygrana padła
w Głogowie - ponad 9 milionów złotych.
Wyniki "mistrzostw świata"
Największe wygrane na świecie padają w amerykańskiej loterii
PowerBall (odpowiednik Twojego Szczęśliwego Numerka) firmy
GTech:
- 295 mln dolarów (Indiana) - 29 lipca 1998 roku
(siedemnastokrotna kumulacja!)
- 195 mln dolarów (Wisconsin) - 20 maja 1998 r.
- 118 mln dolarów (Kalifornia) - kwiecień 1991 r.
Amerykanie mają prawo wybrać: czy chcą od razu podjąć całość
wygranej - i wtedy z 295 mln zostaje marne 160, czy też wolą
dostawać roczne wypłaty przez 25 lat - w takim wypadku uda im
się praktycznie otrzymać całość wygranej.
2 września 1984 roku w Illinois
padła rekordowa wygrana zdobyta przez Polaka. W zorganizowanym
z okazji Święta Pracy losowaniu Michael Witkowski, który w ciągu
ostatnich 12 tygodni bezustannie obstawiał numery 2 - 3 - 10 -
26 - 30 - 43 "uzyskał" 40 mln dolarów.
|